czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział drugi.

Hermionę wyrwał ze snu jakiś donośny dźwięk. Budzik-pomyślała ze smutkiem. Wstała i poszła się ubrać. Dzisiejszy dzien zaczynała od opieki nad magicznymi stworzeniami. Lubiła te zajęcia, głównie dlatego, że prowadził je stary dobry Hagrid. Zamyślona chwyciła ubrania i poszła się umyć do łazienki prefektów. Wróciła do dormitorium myśląc, o czym będą dzisiejsze zajęcia, a w tym czasie pozostałe dziewczyny zdążyły powstawać. Nie chciało jej sie czekać na Ginny, więc zeszła już do Wielkiej Sali na śniadanie sama. Po drodze natknęła się na Dracona Malfoya i Blaisa Zabiniego zawzięcie dyskutujących o czymś na samym środku korytarza. Niestety nie wiedzieli, że wcale nie potrafią mówić cicho i Hermiona dobrze słyszała każde słowo. No, może nie każde, bo nie chciała dać po sobie, że coś słyszy, więc szła. Wolno, ale jednak szła. Usłyszała tylko wyrywki, które bądź co bądź były dość niepokojące.
-Blaise, pamiętam o naszym planie.
-........dziewczyny.....Gryffindor.... Opieka nad Magicznymi Stworzeniami
-Wrzuć na luz.......uda się.
Zaniepokojona weszła do Wielkiej Sali i usiadła przy stole Gryfonów.
_______

Draco i Blaise szli do chatki Hagrida omawiając raz jeszcze cały plan. Szczerze to blondas był tym już szczerze znudzony, ale widać było, że Blaisowi bardzo na tym zależy więc tego nie pokazywał. Gdy doszli na miejsce stali tam już wszyscy Ślizgoni i grupka Gryfonów. Zobaczyli, ze nie ma jeszcze głównych celów ich planu...
Gdy wszyscy byli na polanie pojawił się Hagrid niosąc dwa ogromniaste worki.
-Dzisiaj, jako ze mamy dwie godziny, zrobimy coś, co chciałem z wami omówić dopiero pod koniec roku, ale obawiam się, że bedziecie zbyt zajęci nauką, dlatego robimy to teraz! - powiedział z wielkim entuzjazmem, którego uczniowie raczej nie podzielali, bo pomysły wielkoluda były zazwyczaj dziwne i podchodziły pod masochizm. Hagrid otworzył obydwa worki i kazał uczniom do nich podejść. Jakież było ich zdziwienie gdy zobaczyli w jednym worku kostiumy kąpielowe a w drugim kamizelki ratunkowe.
-Dzisiaj będziemy obserwować trytony. Wprawdzie one tego nie lubią, ale dyrektor omówił z nimi, ze takie coś będzie miało miejsce, ale nie wiedzą dokładnie kiedy. Tutaj - powiedział wskazując na pierwszy worek - są stroje kąpielowe. Są zaczarowane, dlatego rozmiar na pewno będzie pasował. Aha, w worku są trzy siatki, w jednej męskie bokserki, dwa pozostałe są dla dziewczyn. W jednym jednoczęściowe, a w drugim dwuczęściowe. Bierzcie stroje i do łazienek. Na przebranie macie 20 minut.- powiedział Hagrid i wyciągnął siatki z worka numer 1. Każdy rzucił się na worki. Każda dziewczyna chciała strój jednoczęściowy, aby nie pokazywać zbyt dużo ciała, dlatego walka była zacięta.
-Chodź Herm, i tak dla nas nie starczy. Weźmiemy te drugie.
-No nie wiem Ginny... Tu jest tyle chłopaków
-Daj spokój! Nie byłaś nigdy na basenie? Idziemy. - chwyciły pierwsze lepsze i poszły się przebrać.

W łazience napotkały Pansy, która juz paradowała w skąpym stroju.
-Dlaczego nie wzięłaś ręcznika Pansy?- kulturalnie zapytała Hermiona
-Ponieważ JA w porównaniu do WAS nie muszę się wstydzić mojego idealnego ciała.- powiedziała i z zadartym nosem opuściła pomieszczenie.
-Ja tam nie widziałam nic ciekawego. Po prostu dobrze wyćwiczony brzuch.- powiedziała rudowłosa i poszła się przebrać. Gdy obie były już przebrane, miały spięte włosy i przewiązane ręczniki, ruszyły na błonie. Od samych bram zamku słychać było pełne aprobaty pogwizdywania i krzyki chłopaków.
-Co za dzieci.- powiedziała z pogardą Hermiona.

Gdy wszyscy Ślizgoni i Gryfoni się zebrali z chatki wyszedł Hagrid. Wstyd przyznać, ale zanim zaczął mówić, co mają robić, dokonał krótkich oględzin przybyłych dziewcząt. To chyba nic dziwnego, w końcu był facetem.
-Teraz moi mili dobierzcie się w pary!- powiedział olbrzym, po czym usłyszał pełne aprobaty głosy.
-Ale chwileczkie! Chłopaki z dziewczynami! Bałbym się, że tam pod wodą dziewczyny nie poradziłyby sobie same.- po tych słowach  męska część uczniów zaczęła chichotać pod nosem. Dziewczyny niekoniecznie były zadowolone. Hermiona podeszła szybko do Nevilla i spytała czy nie chce być z nią w parze, ale okazało się, że jest z Luną. Chciała wrócić do Ginny, ale zobaczyła, że rudowłosa stoi obok Blaisa i chichocze. "No super."-pomyślała i stanęła z założonymi rękami. Była jedyna bez pary. Znaczy nie do końca. Została ona, Draco i Pansy. Wiedziała, że zostanie sama, ale szczerze mówiąc jej to nie przeszkadzało. Wolała być sama niż z tym kretynem ze Slytherinu. Jakie było jej zdziwienie gdy blondyn podszedł do niej i zapytał, czy chce z nim być w parze. Grzecznie, bez nuty sarkazmu. Bała się, że może coś kombinować, ale zgodziła się.

Hagrid przydzielił im łódki i kazał wypłynąć na sam środek jeziora. On wziął sobie osobną, co jest chyba oczywiste, bo nikt by się z nim nie zmieścił. Hermiona i Draco wsiedli do łódki numer 9 i usiedli na przeciwległych stronach.
-Kto wiosłuje?- zapytał z głupim uśmiechem ślizgon.
-Sarkazm czy jesteś aż tak głupi by zadawać tak oczywiste pytania?
-Spokojnie, żartowałem sobie. Oczywiście, że ja nie będę tego robił.- powiedział Draco tonem Hermiony i wywrócił oczami. Gdy na nią spojrzał był wyraźnie rozbawiony. Jego mina zrzedła, gdy zobaczył wyraz twarzy dziewczyny. Postanowił jej nie dokuczać, bo bał się, że wyląduje w wodzie zanim dopłyną na wyznaczone miejsce. Ale za to nie szczędził sobie spojrzeń na zgrabne ciało dziewczyny. Oj tak, zdecydowanie mu się podobała. Ha! Komu by się nie podobała. Porównując ją i nienaturalne ciało Pansy, Hermiona zdecydowanie wygrywała. Musiał patrzeć na nią zbyt długo, bo odezwała się do niego mocno zirytowanym tonem:
-Mógłbyś przestać?!
-C-co?- zapytał głupkowato.
-Nie udawaj, że nie wiesz...- Hermiona patrzyła na niego spode łba, ale widać było, że jest rozbawiona.
-To przez ciebie- wymamrotał Draco i spojrzał na jezioro. Wszyscy juz dopłynęli, jedynie oni zostali na szarym końcu.
-Przeze mnie? Chyba jakieś żarty..
-A nie wiesz jak wyglądasz? Nie da się nie patrzeć- dziewczyna uznała to za komplement i przestała się na niego boczyć. Ale celowo otaksowała go wzrokiem.
-Co się stało?- zapytał zdziwiony blondyn
-Zupełnie nic. Tak właśnie czują się dziewczyny, nawet jak chłopak przez przypadek się na nie zapatrzy-powiedziała i jeszcze raz perfidnie obejrzała go od stóp do głów, ale nie do końca specjalnie, dłużej zatrzymując się na idealnie wyrzeźbionym torsie chłopaka. Też jest niczego sobie- pomyślała dziewczyna. Nic dziwnego. Przecież nie bez powodu leci na niego połowa żeńskiej części Hogwartu.... i zapewne mała część męskiej...
Dopłynęli do wyznaczonego punktu. Wokoło nich stało pełno łodzi, pustych, bo wszyscy zdążyli już dać nura pod wodę. Wstali, Hermiona schyliła się by podnieść potrzebny im sprzęt, na co Draco miał ochotę zagwizdać, ale wiedział, że to nie jest dobry pomysł. Zaczęli głośno zastanawiać się po co im kamizelki, skoro w nich nie da się nurkować, więc ich nie wzięli. Wyczarowali sobie bańki naokoło głowy i Hermiona już miała wskoczyć, ale się zawachała.
-Daj mi rękę- powiedział Draco.
-Co?- spytała dziewczyna po czym zdała sobie sprawę, że to nie było zbyt mądre pytanie, jednakże idealnie ukazywało jej zdziwienie. Mimo to było jej bardzo miło.
-Daj mi rękę Granger. Zrobimy to razem- powtórzył chłopak i uśmiechnął się do niej ciepło. Hermiona nie miała pojęcia przez co nastąpiła w nim tak wielka zmiana, ale zaczynała lubić tego "nowego" Dracona.

Podała mu rękę i razem wskoczyli do wody. Skierowali się wgłąb, do miejsca w którym żyją trytony. Dziewczyna chciała wyrwać dłoń z uścisku chłopaka, bo strach jej minął, ale on nie chciał jej puścić. Spojrzała na niego, ale udawał, że nic nie poczuł i nie widzi jej wzroku. Stwierdziła więc, że bez sensu jest się wyrywać i płynęli dalej razem. Wpłynęli w długie, zielone pnącza. Było to trochę ryzykowne, bo mogli się w nich zaplątać lub zgubić, ale to była jedyna droga. Nagle zza jednego z nich wyskoczył tryton. Hermiona wydała z siebie zduszony okrzyk. Draco postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
-Bo my tu jesteśmy z polecenia H-Hagrida- wydukał blondyn. Tryton wydał z siebie jakiś niezrozumiały okrzyk. Chłopak zrozumiał, że nie dogadają się z nim po angielsku.
-Malfoy, boję się, że Hagrid jednak nie załatwił tej zgody ze strony trytonów, a jeśli już to w innym terminie. Znam go i wiem, że jest mocno zakręcony. Jeśli to prawda, możemy mieć kłopoty- powiedziała Hermiona. Chwilę po tym zza pnączy wypłynęło jeszcze pięciu trytonów, najprawdopodobniej zwabionych krzykiem pierwszego. Dziewczyna gorączkowo myślała, co wie o trytonach. Te były dziwne, zupełnie inne niż te, z którymi musiał walczyć Harry na czwartym roku. Tamte pod wodą miały piękne głosy, tych nie dało się zrozumieć. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że coś jest nie w porządku.
-Spadajmy stąd lepiej- szepnął Draco. Wtedy trytony ruszyły na nich. Chłopak szarpnął oszołomioną Hermionę za rękę i pociągnął w przeciwnym kierunku. Wśród zielonej gęstwiny mało było widać, do powierzchni mieli jeszcze dobry kilometr, a morskie stwory poruszały się w wodzie znacznie szybciej niż oni. Różdżki zostawili w łódce...

Trytony zaczęły ich doganiać. Draco już widział koniec podwodnych szuwarów, już mieli z nich wypłynąć, kiedy usłyszał pisk dziewczyny. Gwałtownie się obrócił. Zobaczył, że ręka Hermiony zaplątała się w pnącza, a trytony powoli ją okrążają. Zbladł. Nie miał pojęcia co robić. Wyliczał możliwości jak ją uratować, a nie pogorszyć sytuacji. Postanowił dopłynąć do dna akwenu, do którego dzieliły go jedynie dwa metry. Wysunął dłoń i zaczął szukać czegoś ostrego. Znalazł wyszlifowany kamień, chyba dość ostry by przeciąć zieloną roślinę. Ale nie miał jeszcze pomysłu jak pokonać trytony. Może zrobił to bezsensownie, ale chwycił pierwszą rzeczy, którą miał pod ręką - długi patyk leżący na dnie. Popłynął ku górze. Gdy zobaczył jak trytony czule głaszczą Hermionę po głowie wezbrał się w nim gniew i lęk. Gniew- bo ta mała Ślizgonka zaczynała mu się podobać i lęk, bo bał się, że potwory ją skrzywdzą. Bez zastanowienia ruszył na nie i dźgnął jednego w oko. Kiedy tryton chwycił się za bolące miejsce reszta ruszyła na Dracona. Bez patrzenia machał patykiem, gdy poczuł, że coś drapie go po ramieniu. Skaleczył się o ostre pnącze. Po pięciu minutach wysiłku udało mu się pokonać ostatniego trytona. Podpłynął do Hermiony. Była słaba, pewnie ze strachu. Nawet gdyby udało jej się pokonać w jakiś sposób potwory, nie byłaby w stanie sama wypłynąć na powierzchnię. Chłopak zaczął rozcinać więżące Hermionę pnącza, po czym chwycił jej niemalże bezwładne ciało i ruszył ku powierzchni.

Nie bez trudu odbyła się droga powrotna. Gdy wypłynęli, bańki otaczające ich głowy pękły, a Draco i Hermiona wzięli głęboki wdech. Dopiero gdy chłopak położył ciało gryfonki na łodzi i sam się na nią wgramolił zorientował się, że wszystkie łodzie są pełne, a wszyscy ludzie z zaciekawieniem patrzą w ich stronę. Musiało ich długo nie być. Pospiesznie podpłynął do nich Hagrid. Już miał ich okrzyczeć, gdy zobaczył ciało Hermiony leżące na łodzi.
-Coś ty jej zrobił?- zapytał przerażony wielkolud.
-Ja? Nic. To trytony.
-Ale, ale, ale to jest niemożliwe!- wykrzyknął Hagrid, a echo potoczyło się po jeziorze.
-A jednak to prawda.- usłyszeli słaby i cichy głos Hermiony.



_________________________
Znowu piszę po długim czasie. Może dlatego nie mam czytelników hahah :) ale warto czekać
Jakiekolwiek usterki proszę zgłaszać.
Pozdrawiam :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz