czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział drugi.

Hermionę wyrwał ze snu jakiś donośny dźwięk. Budzik-pomyślała ze smutkiem. Wstała i poszła się ubrać. Dzisiejszy dzien zaczynała od opieki nad magicznymi stworzeniami. Lubiła te zajęcia, głównie dlatego, że prowadził je stary dobry Hagrid. Zamyślona chwyciła ubrania i poszła się umyć do łazienki prefektów. Wróciła do dormitorium myśląc, o czym będą dzisiejsze zajęcia, a w tym czasie pozostałe dziewczyny zdążyły powstawać. Nie chciało jej sie czekać na Ginny, więc zeszła już do Wielkiej Sali na śniadanie sama. Po drodze natknęła się na Dracona Malfoya i Blaisa Zabiniego zawzięcie dyskutujących o czymś na samym środku korytarza. Niestety nie wiedzieli, że wcale nie potrafią mówić cicho i Hermiona dobrze słyszała każde słowo. No, może nie każde, bo nie chciała dać po sobie, że coś słyszy, więc szła. Wolno, ale jednak szła. Usłyszała tylko wyrywki, które bądź co bądź były dość niepokojące.
-Blaise, pamiętam o naszym planie.
-........dziewczyny.....Gryffindor.... Opieka nad Magicznymi Stworzeniami
-Wrzuć na luz.......uda się.
Zaniepokojona weszła do Wielkiej Sali i usiadła przy stole Gryfonów.
_______

Draco i Blaise szli do chatki Hagrida omawiając raz jeszcze cały plan. Szczerze to blondas był tym już szczerze znudzony, ale widać było, że Blaisowi bardzo na tym zależy więc tego nie pokazywał. Gdy doszli na miejsce stali tam już wszyscy Ślizgoni i grupka Gryfonów. Zobaczyli, ze nie ma jeszcze głównych celów ich planu...
Gdy wszyscy byli na polanie pojawił się Hagrid niosąc dwa ogromniaste worki.
-Dzisiaj, jako ze mamy dwie godziny, zrobimy coś, co chciałem z wami omówić dopiero pod koniec roku, ale obawiam się, że bedziecie zbyt zajęci nauką, dlatego robimy to teraz! - powiedział z wielkim entuzjazmem, którego uczniowie raczej nie podzielali, bo pomysły wielkoluda były zazwyczaj dziwne i podchodziły pod masochizm. Hagrid otworzył obydwa worki i kazał uczniom do nich podejść. Jakież było ich zdziwienie gdy zobaczyli w jednym worku kostiumy kąpielowe a w drugim kamizelki ratunkowe.
-Dzisiaj będziemy obserwować trytony. Wprawdzie one tego nie lubią, ale dyrektor omówił z nimi, ze takie coś będzie miało miejsce, ale nie wiedzą dokładnie kiedy. Tutaj - powiedział wskazując na pierwszy worek - są stroje kąpielowe. Są zaczarowane, dlatego rozmiar na pewno będzie pasował. Aha, w worku są trzy siatki, w jednej męskie bokserki, dwa pozostałe są dla dziewczyn. W jednym jednoczęściowe, a w drugim dwuczęściowe. Bierzcie stroje i do łazienek. Na przebranie macie 20 minut.- powiedział Hagrid i wyciągnął siatki z worka numer 1. Każdy rzucił się na worki. Każda dziewczyna chciała strój jednoczęściowy, aby nie pokazywać zbyt dużo ciała, dlatego walka była zacięta.
-Chodź Herm, i tak dla nas nie starczy. Weźmiemy te drugie.
-No nie wiem Ginny... Tu jest tyle chłopaków
-Daj spokój! Nie byłaś nigdy na basenie? Idziemy. - chwyciły pierwsze lepsze i poszły się przebrać.

W łazience napotkały Pansy, która juz paradowała w skąpym stroju.
-Dlaczego nie wzięłaś ręcznika Pansy?- kulturalnie zapytała Hermiona
-Ponieważ JA w porównaniu do WAS nie muszę się wstydzić mojego idealnego ciała.- powiedziała i z zadartym nosem opuściła pomieszczenie.
-Ja tam nie widziałam nic ciekawego. Po prostu dobrze wyćwiczony brzuch.- powiedziała rudowłosa i poszła się przebrać. Gdy obie były już przebrane, miały spięte włosy i przewiązane ręczniki, ruszyły na błonie. Od samych bram zamku słychać było pełne aprobaty pogwizdywania i krzyki chłopaków.
-Co za dzieci.- powiedziała z pogardą Hermiona.

Gdy wszyscy Ślizgoni i Gryfoni się zebrali z chatki wyszedł Hagrid. Wstyd przyznać, ale zanim zaczął mówić, co mają robić, dokonał krótkich oględzin przybyłych dziewcząt. To chyba nic dziwnego, w końcu był facetem.
-Teraz moi mili dobierzcie się w pary!- powiedział olbrzym, po czym usłyszał pełne aprobaty głosy.
-Ale chwileczkie! Chłopaki z dziewczynami! Bałbym się, że tam pod wodą dziewczyny nie poradziłyby sobie same.- po tych słowach  męska część uczniów zaczęła chichotać pod nosem. Dziewczyny niekoniecznie były zadowolone. Hermiona podeszła szybko do Nevilla i spytała czy nie chce być z nią w parze, ale okazało się, że jest z Luną. Chciała wrócić do Ginny, ale zobaczyła, że rudowłosa stoi obok Blaisa i chichocze. "No super."-pomyślała i stanęła z założonymi rękami. Była jedyna bez pary. Znaczy nie do końca. Została ona, Draco i Pansy. Wiedziała, że zostanie sama, ale szczerze mówiąc jej to nie przeszkadzało. Wolała być sama niż z tym kretynem ze Slytherinu. Jakie było jej zdziwienie gdy blondyn podszedł do niej i zapytał, czy chce z nim być w parze. Grzecznie, bez nuty sarkazmu. Bała się, że może coś kombinować, ale zgodziła się.

Hagrid przydzielił im łódki i kazał wypłynąć na sam środek jeziora. On wziął sobie osobną, co jest chyba oczywiste, bo nikt by się z nim nie zmieścił. Hermiona i Draco wsiedli do łódki numer 9 i usiedli na przeciwległych stronach.
-Kto wiosłuje?- zapytał z głupim uśmiechem ślizgon.
-Sarkazm czy jesteś aż tak głupi by zadawać tak oczywiste pytania?
-Spokojnie, żartowałem sobie. Oczywiście, że ja nie będę tego robił.- powiedział Draco tonem Hermiony i wywrócił oczami. Gdy na nią spojrzał był wyraźnie rozbawiony. Jego mina zrzedła, gdy zobaczył wyraz twarzy dziewczyny. Postanowił jej nie dokuczać, bo bał się, że wyląduje w wodzie zanim dopłyną na wyznaczone miejsce. Ale za to nie szczędził sobie spojrzeń na zgrabne ciało dziewczyny. Oj tak, zdecydowanie mu się podobała. Ha! Komu by się nie podobała. Porównując ją i nienaturalne ciało Pansy, Hermiona zdecydowanie wygrywała. Musiał patrzeć na nią zbyt długo, bo odezwała się do niego mocno zirytowanym tonem:
-Mógłbyś przestać?!
-C-co?- zapytał głupkowato.
-Nie udawaj, że nie wiesz...- Hermiona patrzyła na niego spode łba, ale widać było, że jest rozbawiona.
-To przez ciebie- wymamrotał Draco i spojrzał na jezioro. Wszyscy juz dopłynęli, jedynie oni zostali na szarym końcu.
-Przeze mnie? Chyba jakieś żarty..
-A nie wiesz jak wyglądasz? Nie da się nie patrzeć- dziewczyna uznała to za komplement i przestała się na niego boczyć. Ale celowo otaksowała go wzrokiem.
-Co się stało?- zapytał zdziwiony blondyn
-Zupełnie nic. Tak właśnie czują się dziewczyny, nawet jak chłopak przez przypadek się na nie zapatrzy-powiedziała i jeszcze raz perfidnie obejrzała go od stóp do głów, ale nie do końca specjalnie, dłużej zatrzymując się na idealnie wyrzeźbionym torsie chłopaka. Też jest niczego sobie- pomyślała dziewczyna. Nic dziwnego. Przecież nie bez powodu leci na niego połowa żeńskiej części Hogwartu.... i zapewne mała część męskiej...
Dopłynęli do wyznaczonego punktu. Wokoło nich stało pełno łodzi, pustych, bo wszyscy zdążyli już dać nura pod wodę. Wstali, Hermiona schyliła się by podnieść potrzebny im sprzęt, na co Draco miał ochotę zagwizdać, ale wiedział, że to nie jest dobry pomysł. Zaczęli głośno zastanawiać się po co im kamizelki, skoro w nich nie da się nurkować, więc ich nie wzięli. Wyczarowali sobie bańki naokoło głowy i Hermiona już miała wskoczyć, ale się zawachała.
-Daj mi rękę- powiedział Draco.
-Co?- spytała dziewczyna po czym zdała sobie sprawę, że to nie było zbyt mądre pytanie, jednakże idealnie ukazywało jej zdziwienie. Mimo to było jej bardzo miło.
-Daj mi rękę Granger. Zrobimy to razem- powtórzył chłopak i uśmiechnął się do niej ciepło. Hermiona nie miała pojęcia przez co nastąpiła w nim tak wielka zmiana, ale zaczynała lubić tego "nowego" Dracona.

Podała mu rękę i razem wskoczyli do wody. Skierowali się wgłąb, do miejsca w którym żyją trytony. Dziewczyna chciała wyrwać dłoń z uścisku chłopaka, bo strach jej minął, ale on nie chciał jej puścić. Spojrzała na niego, ale udawał, że nic nie poczuł i nie widzi jej wzroku. Stwierdziła więc, że bez sensu jest się wyrywać i płynęli dalej razem. Wpłynęli w długie, zielone pnącza. Było to trochę ryzykowne, bo mogli się w nich zaplątać lub zgubić, ale to była jedyna droga. Nagle zza jednego z nich wyskoczył tryton. Hermiona wydała z siebie zduszony okrzyk. Draco postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
-Bo my tu jesteśmy z polecenia H-Hagrida- wydukał blondyn. Tryton wydał z siebie jakiś niezrozumiały okrzyk. Chłopak zrozumiał, że nie dogadają się z nim po angielsku.
-Malfoy, boję się, że Hagrid jednak nie załatwił tej zgody ze strony trytonów, a jeśli już to w innym terminie. Znam go i wiem, że jest mocno zakręcony. Jeśli to prawda, możemy mieć kłopoty- powiedziała Hermiona. Chwilę po tym zza pnączy wypłynęło jeszcze pięciu trytonów, najprawdopodobniej zwabionych krzykiem pierwszego. Dziewczyna gorączkowo myślała, co wie o trytonach. Te były dziwne, zupełnie inne niż te, z którymi musiał walczyć Harry na czwartym roku. Tamte pod wodą miały piękne głosy, tych nie dało się zrozumieć. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że coś jest nie w porządku.
-Spadajmy stąd lepiej- szepnął Draco. Wtedy trytony ruszyły na nich. Chłopak szarpnął oszołomioną Hermionę za rękę i pociągnął w przeciwnym kierunku. Wśród zielonej gęstwiny mało było widać, do powierzchni mieli jeszcze dobry kilometr, a morskie stwory poruszały się w wodzie znacznie szybciej niż oni. Różdżki zostawili w łódce...

Trytony zaczęły ich doganiać. Draco już widział koniec podwodnych szuwarów, już mieli z nich wypłynąć, kiedy usłyszał pisk dziewczyny. Gwałtownie się obrócił. Zobaczył, że ręka Hermiony zaplątała się w pnącza, a trytony powoli ją okrążają. Zbladł. Nie miał pojęcia co robić. Wyliczał możliwości jak ją uratować, a nie pogorszyć sytuacji. Postanowił dopłynąć do dna akwenu, do którego dzieliły go jedynie dwa metry. Wysunął dłoń i zaczął szukać czegoś ostrego. Znalazł wyszlifowany kamień, chyba dość ostry by przeciąć zieloną roślinę. Ale nie miał jeszcze pomysłu jak pokonać trytony. Może zrobił to bezsensownie, ale chwycił pierwszą rzeczy, którą miał pod ręką - długi patyk leżący na dnie. Popłynął ku górze. Gdy zobaczył jak trytony czule głaszczą Hermionę po głowie wezbrał się w nim gniew i lęk. Gniew- bo ta mała Ślizgonka zaczynała mu się podobać i lęk, bo bał się, że potwory ją skrzywdzą. Bez zastanowienia ruszył na nie i dźgnął jednego w oko. Kiedy tryton chwycił się za bolące miejsce reszta ruszyła na Dracona. Bez patrzenia machał patykiem, gdy poczuł, że coś drapie go po ramieniu. Skaleczył się o ostre pnącze. Po pięciu minutach wysiłku udało mu się pokonać ostatniego trytona. Podpłynął do Hermiony. Była słaba, pewnie ze strachu. Nawet gdyby udało jej się pokonać w jakiś sposób potwory, nie byłaby w stanie sama wypłynąć na powierzchnię. Chłopak zaczął rozcinać więżące Hermionę pnącza, po czym chwycił jej niemalże bezwładne ciało i ruszył ku powierzchni.

Nie bez trudu odbyła się droga powrotna. Gdy wypłynęli, bańki otaczające ich głowy pękły, a Draco i Hermiona wzięli głęboki wdech. Dopiero gdy chłopak położył ciało gryfonki na łodzi i sam się na nią wgramolił zorientował się, że wszystkie łodzie są pełne, a wszyscy ludzie z zaciekawieniem patrzą w ich stronę. Musiało ich długo nie być. Pospiesznie podpłynął do nich Hagrid. Już miał ich okrzyczeć, gdy zobaczył ciało Hermiony leżące na łodzi.
-Coś ty jej zrobił?- zapytał przerażony wielkolud.
-Ja? Nic. To trytony.
-Ale, ale, ale to jest niemożliwe!- wykrzyknął Hagrid, a echo potoczyło się po jeziorze.
-A jednak to prawda.- usłyszeli słaby i cichy głos Hermiony.



_________________________
Znowu piszę po długim czasie. Może dlatego nie mam czytelników hahah :) ale warto czekać
Jakiekolwiek usterki proszę zgłaszać.
Pozdrawiam :*

sobota, 13 września 2014

Rozdział pierwszy

  Hermiona usiadła na łóżku rozmyślając, co ma robić. Jako jedyna ze swoich przyjaciół zdecydowała się wrócić do szkoły po ostatecznym pokonaniu Lorda Voldemorta. Zabawne, kiedyś nawet w myślach nie odważyłaby się wypowiedzieć jego imienia, ale wszystkie obawy zniknęły wraz z jego zasłużoną śmiercią. Z rozmyślań wyrwało ją ciche pukanie do drzwi.
-Proszę-zawołała dziewczyna.
-Cześć kotku, już czas, zaraz musimy jechać, bo się spóźnimy-w drzwiach pojawiła się twarz jej ojca. Chociaż wiek odcisnął na twarzy jej ojca niemałe piętno, Hermiona i tak uważała, ze jej ojciec jest niezwykle przystojny.
-Dobrze, zaraz zejdę.- Hermiona pomyślała, jak to dobrze, że nowa dyrektor Hogwartu zaraz po pokonaniu Czarnego Pana wróciła jej rodzicom pamięć. Wstała z łóżka, mozolnie się przeciągnęła, spojrzała jeszze raz na pokój i podeszła powolnie do drzwi. Aż wstyd wspominać jak się rozleniwiła przez wakacje. Trzeba się wziąć za siebie-pomyślała i trochę szybszym krokiem zgramoliła się na dół.
*
 Draco obudził się dopiero o 9:30. Jak on się cieszył, że ma te głupie skrzaty domowe, które spakowały go już do szkoły. Nie musiał się spieszyć, bo ojciec obiecał dostarczyć go do Londynu jak najszybszym sposobem, co w jego wypadku oznaczało przez Ministerstwo. Podszedł do szafy i wyjął z niej białą bluzę wciaganą przez głowę. Wskoczył w spodnie i zbiegł schodami na śniadanie.
-Witaj Draco- powiedziała Narcyza
-Cześć mamo, widziałaś może tatę?-zapytał gryząc koszmarnie wielki kęs kanapki z masłem orzechowym i ogórkiem. Dziwnym trafem to połączenie bardzo mu smakowało, ale pech chciał, że jego matkę przyprawiało o mdłości.
-Dziecko drogie, błagam, takie połączenia to nie przy mnie. Tata czeka na ciebie w salonie.
-Dziueeeekii-powiedział z pełną buzią, po czym podszedł do matki i ucałował ją w policzek, na co zareagowała uśmiechem, nikłym ale uśmiechem. Tak jego rodzice dalej pamiętali straszne wydarzenia z maja 1998 roku. Od tamtego czasu na ich twarzach prawie nie gości uśmiech, z resztą co im się dziwić. Rozmyślając nad tym, jak będą wyglądać w tym roku szkolne laski powlókł się do salonu. Tak, Draco był mężczyzną, uściślając był facetem prostszym niż budowa cepa. Potrzeba by było cudu by nabrał jakiejkolwiek "głębi".
 Dracze wszedł do salonu i zastał ojca siedzącego na fotelu zagłębionego w lekturze jakiejś gazety.
-Zaraz mnie jasny szlag trafi! Co oni sobie w ogóle wyobrażają?!
-Cześć ojcze.- (nawiasem mówiąc Draco i Lucjusz zawsze zwracali się do siebie nazbyt formalnie) Malfoy snior gdy tylko spostrzegł syna pośpiesznie złożył gazetę na pół i schował do szuflady szafki.
-Witaj Draconie. Jesteś już gotowy?
-Eee tak, ale jeszcze tylko muszę wziąć prysznic.
-Mówiłem ci żebyś się nie jąkał Draco. Ale pośpiesz się, bo za 40 minut mamy być na King's Cross. -Draco nienawidził jak ojciec go pouczał, bo w końcu miał te swoje 18 lat, ale stwierdził, że nie ma co się z nim kłócić, skoro w tym roku zobaczy go dopiero na święta.
-Spoko, już powiedziałem skrzatom, żeby zniosły moją skrzynię do holu.- uśmiechnął sie do ojca i wyszedł. Nie wiedzieć czemu humor miał dzisiaj znakomity.
 20 minut później był już na korytarzu, gdzie czekał na niego ojciec.
-Gdzieś ty sie podziewał tyle czasu?! Zaraz do kominka i bierz proszek Fiuu bo się spóźnimy.
-Wyluzuj, jeszcze masa czasu. Przecież z ministerstwa na peron idzie sie zaledwie 5 minut!
-Tak, ale podróż też trwa! A chyba nie chcesz się spóźnić jak Weasley z Potterem!
-Okej, już wchodzę!- Draco naprawdę nie miał najmniejszej ochoty na kłótnie, mimo, że ojciec z lubością porównał go do TEGO Pottera i TEGO Weasley'a, których szczerze nienawidził.

*
 Na peronie panował gwar, wszyscy uczniowie próbowali przekrzyczeć siebie nawzajem i opowiedzieć jak najwięcej na temat minionych wakacji. Dracze nie mógł tego zrozumieć, bo w pociągu będzie im się łatwiej porozumieć, ale byli to prawie sami uczniowie 1,2 i 3 klasy (więc nie ma co się dziwić), dla których przeznaczone były wagony na przedzie pociągu. Draco uważał, ze to bez sensu bo odkąd skończył 4 klasę rok w rok musi przeciskać się przez tłum tych najmniej ogarniętych, aby w spokoju dotrzeć do swojego rocznika.
 Prawdę mówiąc trochę się zawiódł, bo ledwo zdążył się rozejrzeć podbiegła do niego rozpiszczana Pansy, by go wyprzytulać i opowiedzieć o wakacjach jej niezbyt ciekawej i przesłodzonej do bólu rodzinki. Wspaniałomyślny Dracze oczywiście jej wysłuchał. Na szczęście Blaise Zabini go z tego wyciągnął, bo wiedział, że Draco od 5 klasy próbuje uwolnić się od sztucznej Ślizgonki.
-Siema Draco, jak tam sie podoba?
-W sumie myślałem, że będzie gorzej, po tej wojnie i w ogóle, ale w sumie jest jak zawsze. Nawet dziewczyny się nie zmieniły.
-No może nie do końca. Widziałeś Cho? Pofarbowała się na rudo. Mówię ci stary, wygląda jak Weasley!- oboje wybuchli śmiechem, bo właśnie minęła ich Cho.
-Blaise, właśnie obraziłeś Ginny. - powiedział Draco, po czym znowu się zaśmiał.
-Co ty taki ostry się zrobiłeś? Nie gadaj, że ci się Weasley spodobała!
-Ale widziałeś Cho? Wygląda jakby jej włosy zardzewiały! Szkoda, niezła była z niej....-ale przerwał, bo rzuciła mu się w oczy śliczna istota, która właśnie weszła na peron. Wydawało mu się, ze jest nowa, ale to było mało prawdopodobne bo strasznie mu kogoś przypominała. Postanowił się z nią "przywitać".
-Na razie Blaise, spotkamy się  w pociągu. - ruszył w kierunku ślicznej "nieznajomej". Był w połowie drogi, gdy nagle znieruchomiał. To nie moze być ona! Prawie krzyknął ze zdumienia. Ta ślicznotka to była Granger! Chyba zauważyła jego dziwne zachowanie bo patrzyła na niego z nieukrywanym zdumieniem. Dracze czym prędzej odwrócił się na pięcie i prawie dosłownie wleciał do pociągu.

 Trochę się musiał naszukać, ale w końcu znalazł swojego przyjaciela samego w przedziale. Całą drogę rozmawiali o wszystkim, ale najwięcej czasu pochłonęła ich rozmowa, co której dziewczynie urosło (hyhy tak zboczuszki o to chodzi :) )

Gdy dojechali do Hogwartu McGonagall wygłosiła to, co zawsze mówił Dumbledore, pierwszoroczniaki zostały przydzielone do domów, wyśpiewali hymn szkoły i zaczęła się kolacja. Draco cały czas nie mógł oderwać wzroku od Hermiony, ale w życiu by się do tego nie przyznał, nawet sam przed sobą. Bał się tylko, że ktoś to zauważy. Stwierdził, że musi uknuć jakąś intrygę i wywabić ją w nocy z dormitorium, aby "przypadkiem" się na nią natknąć. W nocy, koniecznie, aby nie zobaczyli tego żadni wścibscy uczniowie. Ale to jeszcze nie teraz, najpierw musi przebadać grunt, a postanowił, że zrobi to na Opieką Nad Magicznymi Stworzeniami, które jak zawsze mieli z Gryfonami.

Po kolacji niemalże pobiegł do pokoju wspólnego by na resztę wieczoru zająć najwygodniejszą kanapę. Pansy chciała się do niego dosiąść, ale uparcie mówił, ze jest zajęte, aż w końcu dała sobie spokój i poszła rozmawiać z Milicentą. W końcu przyszedł Blaise i usiadł na kanapie koło Dracona.
-Co tak długo?
-Wybacz stary, wybiegłeś tak szybko z Sali, kiedy ja jeszcze jadłem, to stwerdziłem co się będę spieszył i zjadłem do końca. Jeszcze gdy wychodziłem zaczepiła mnie Ginny Weasley.
-Czekaj, kto?
-No, Ginny.
-I uważasz, zę to całkiem normalne?
-Wiesz, ona jest naprawdę fajną, nieźle wyładniała, a poza tym miałem ci coś powiedzieć. Bo w wakacje parę razy się na nią natknąłem w Londynie. Nie wiem czemu my się tak ich czepiamy Draco.
-Tobie na mózg padło? Jej brata nie ma, a ty się do niej przystawiasz?
-Serio, nie czaję co Weasley ma do tego, że rozmawiam z jego siostrą.
-Przestań. Przecież wiesz, że to nie jest zbyt normalne. Ślizgon z Gryfonką.
-Weź się uspokój. Czy ja mówię, że z nią jestem? Chciałem sie ciebie o coś poradzić ale widzę, że nie mogę na ciebie liczyć. Szkoda.
-Ej, spoko, już nie będę. Wal śmiało. Z resztą też chciałbym ci coś powiedzieć, ale jeszcze nie teraz.
-Bo szczerze, to ja na nią lecę. Wiesz, już 2 lata temu mi się podobała ale wtedy nie znałem jej na tyle dobrze, aby wiedzieć jaka jest. Teraz to co innego. Ona jest naprawdę mądra, urocza, zabawna i do tego zajebiście ładna.
-Uuuu kogoś tu ostro wzięło. Oprócz tego, że to siostra Ronalda to nie widzę żadnego problemu. Bierz się za nią ogierze.-powiedział Draco i oboje wybuchnęli śmiechem.
-Ale nie w tym rzecz. Chciałbym, żebyś razem ze mną przebadał grunt. Na przykład na Opiece. Sam nie chce bo to by było podejrzane... wiesz. A ty byś jak zawsze mógł podokuczać Hermionie, ja bym pogadał z Ginny, trochę byś podsłuchał a potem powiedział mi jak to z nią jest. No wiesz, czy też coś do mnie czuje.
-Nie ma sprawy, myślę, że to zarąbisty pomysł.- Draco zgodził się bez namysłu, bo to oznaczało szansę na bliższe obejrzenie Hermiony. Może jest jakaś szansa, że bez tych dwóch idiotów będzie jakaś bardziej wyluzowana.

Do końca wieczoru siedzieli na kanapie i gadali tak długo, aż wszystkie młodsze klasy poszły spać. Gdy zostali tylko uczniowie siódmego roku ktoś rzucił hasłem, żeby zagrali w butelkę. Generalnie pomysł został przyjęty z entuzjazmem i rozpoczęła się zabawa. Draconowi podobało się do momentu, w którym musiał pocałować Milicentę. Było to dla niego obrzydliwę, ale rekompensatą była mina Pansy, która mówiła do "zniszczę tę dziwkę".  Wszyscy bawili się świetnie, ale nikt nie miał pojęcia, że w tym momencie w Pokoju wspólnym Gryffindoru ktoś wymyślił dokładnie taką sama zabawę.

*
Hermiona siedziała na dywanie obok Ginny i śmiała się, jak nigdy przedtem. To moze być najlepszy rok w Hogwarcie w moim życiu - myślała. W końcu nie ma jako takich zagrozeń odkąd Voldemorta nie ma. Patrzyła już jak Ginny daje soczystego całusa Seamusowi, Parvati zdejmuje bluzkę, bo za nic nie chciała dać całusa Neville'owi, aż w końcu padło na nią. Musiała pocałować Deana Thomasa. Nie sprawiło jej to większego problemu bo naprawdę chłopaka lubiła, a swego czasu czułą do niego nawet coś więcej. Przez wakacje dużo o nim myślała. Chyba znowu jej się podobał. On był dla niej jak choroba. Znikał i wracał. Miała nadzieję, że w tym roku może z nim w końcu będzie. Nagle przypomniała sobie o Draconie. Jak na peronie na nią patrzył. Zupełnie jakby chciał ją pożreć w całości, ale gdy zrozumiał kto to jest nagle zawrócił. To było całkiem zabawne, ale bała się że ten nieprzewidywalny Ślizgon coś knuje. I chyba miała rację...

______________________
Pierwszy rozdział napisany! W końcu bo zaczęłam go wuj wie kiedy. Ale jest. Myślę, że nie taki zły. Muszę poćwiczyć nad dialogami bo wydają mi się drętwe. Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś uwagi to proszę.
I dla ogólnej informacji: będę to pisała oczyma Dracona, ale będą pojawiały się takie wycinki z głowy Hermiony, aby bardziej wczuć się w klimat i jej poczynania.
SERDECZNIE ZACHĘCAM DO ŚLEDZENIA BLOGA. Myślę, że na początku rozdziały będą stosunkowo rzadko, ale jak będzie jakikolwiek odzew ze strony czytelników to będą częściej. :)
ZA JAKIEKOLWIEK BŁĘDY INTERPUNKCYJNE I ORTOGRAFICZNE PRZEPRASZAM ( i jednocześnie mam nadzieję, ze ich nie ma :) )




piątek, 20 czerwca 2014

Pierwszy post

Cześć, mam na imię Ola, jestem gimbazjalistką, czym oczywiście się nie szczycę (uważam, że bycie nazywanym gimbem nie jest zbyt pochlebne, co jest dziwne, bo przed chwilą sie tak nazwałam...) Może na początek: Dlaczego postanowiłam pisać tego bloga? Tak po prostu, bez nadzwyczajnego powodu. Zgaduję, że mi się po prostu nudzi. Co tu będzie? Tutaj Was pewnie zaskoczę bo będzie to Harry Potter i Kamień Filozoficzny oczami Dracona Malfoya, którego po prostu ubóstwiam. Pewnie się dziwicie: Co ona sobie myśli? Przecież w Kamieniu... Dracona prawie nie ma. A ja odpowiem na to pytanie. A co mnie to obchodzi. Mam dużo pomysłów, więc je wykorzystam, bo kłębią się w mej głowie jak szalone, przez co mam wrażenie, że zaraz wybuchnę.
Do pisania tego nakłoniły mnie prześwietne fanficki Kitiary, które według mnie są najlepsze w swoim gatunku, przeczytałam je chyba wszystkie. Jak wspominałam kocham pana Malfoya i wszystko co z nim związane (oprócz paringu Drarry), a co za tym idzie muszę mieć swój ulubiony paring. Mianowicie jest to Dramione (❤), więc nie obrażajcie się na mnie jak trochę zmienię tę bliską doskonałości sagę i wprowadzę wątek miłosny między naszą szlamą a panem arystokratą :) 
To na tyle, zachęcam do śledzenia tego bloga. 
Jeszcze jedno : jestem początkująca, pisze na telefonie w etui z różowym króliczkiem (to jest ten moment kiedy wybuchacie spontanicznym napadem śmiechu), wiec błagam, miejcie to na uwadze i nie oceniajcie mnie zbyt surowo.
Pozdrawiam i życzę miłej lektury, Ola.
EDIT: Paring zostawiam, piszę całkiem nową historię, bo pisząc pierwszy rozdział stwierdziłam, że za bardzo trzymają mnie pewne granice i fakty, których nie mogę zmienić. Przepraszam na zmianę ale czuję, że nie poradziłabym sobie z takimi ograniczeniami.